wtorek, 18 sierpnia 2015

Rosja




Moskwa



Pawła poznałam w podróży autostopem z Wrocławia do Warszawy. Świetny chłopak - lubi podróże. Paweł umawia mnie z kierowcą TIR-a jeżdżącego na trasie Warszawa Moskwa. Pan Ryszard doskonale zna trasę. Bez niespodzianek, w zaplanowanym czasie, jesteśmy w Moskwie. Przytulisko noclegowe szybko znalazłam przy katolickiej katedrze - tanie miejsce do spania dla pielgrzymów. Zwiedzam Moskwę, ale jednocześnie przygotowuję się do dalszej podróży. Na Dworcu Jarosławskim kupuję najtańszy bilet do Władywostoku. Kiedyś, dawno, lata pięćdziesiąte, oglądałam film rosyjski - komedię, który dał mi obraz podróży trwającej siedem dni. Jeżdżąc pociągami po Polsce, tu byłam mile zaskoczona doskonałą organizacją. Na podstawie biletu i paszportu wskazano mi moją leżankę. Dostałam bielusieńką pościel. W tym samy przedziale na sąsiednich leżankach będzie młode małżeństwo w podróży poślubnej. Arab i Rosjanka. Przystojna, zdecydowana “prowadnica” (osoba odpowiedzialna za organizację i porządek w wagonie) w ciągu kilkudziesięciu minut ze spokojem i poczuciem humoru rozmieściła w wagonie ponad czterdzieści osób.


Na własne życzenie śpię na górze, chociaż osoby w moim wieku wybierają dół. Już w pierwszej godzinie podróży jemy gorący posiłek. Pierwszy raz w moim życiu poczułam się tak luksusowo w pociągu, przecież ja nigdy nie marzyłam o takim luksusie jak dostęp do wrzącej wody - non stop. Kipiatok, dzień i noc. W tej sytuacji mogę i miesiąc podróżować. Wszystko mnie zadziwia - i ta wersalska toaleta z dziurą w podłodze. I ten wskazany przez prowadnicę sposób mycia się w czterech litrach wody. Mieszamy ciepłą i zimną wodę, butlę zawieszamy - woda powoli spływa. Obowiązuje nocna cisza. W ciągu całej podróży niezamącona. Moi towarzysze nowożeńcy - usiłują dolną leżankę wykorzystać jako łoże małżeńskie. Pierwsza noc, a już tak romantycznie. 





Ludzie serdeczni, kwitnie życie towarzyskie. Jestem jedyną Europejką, jedyną Polką. Wzbudzam zainteresowanie. Nie znam biegle języka, ale odpowiadam na zbiorowe pytania - ile mam lat, dlaczego jadę do Władywostoku, czy mam tam rodzinę, czy mam dzieci, czy mam męża - a jeśli mam to dlaczego pozwolił mi jechać samej. Naszą konwersację ilustruję fotografiami rodzinnymi, fotografiami z poprzednich podróży, do Afryki, Skandynawii, Izraela. Na pytanie jaka moja “profesja” - błyskawicznie, na podłodze wagonu wykonuję ekspozycję moich plakatów. Już wiedzą, że ja “chudożnik”, ale i poznali też moje poglądy polityczne. Dotąd interesowały się mną kobiety - teraz przychodzą nieliczni mężczyźni. Wieść o Polce niesie się po sąsiednich wagonach. Wiedzą - jadę zobaczyć, przeżyć. Znający trasę wcześniej, łącznie z “prowadnicą” pokazują ciekawe, historyczne obiekty, przekazują nazwy gór, miast, rzek, anegdoty i wydarzenia historyczne. Mój paszport na czas podróży przechowuje “prowadnica”. Ona pierwsza, rankiem 12 września sklada mi życzenia urodzinowe, przynosi ciasto. 

Płowo-złote przestrzenie pól na tle szaro-błękitnych gór, wydają się jeszcze bardziej złote. Maleńkie drewniane domki, karłowate żółte brzozy i rzeki, dużo wody z jednej i drugiej strony torów. W tym krajobrazie wyciszenia, co kilkaset kilometrów wyrastają miasta. 

Moi młodzi towarzysze - jest ich już troje - zajęli się alkoholem. Jest szampan. Mongoł poczęstował nas kumysem. 

Nowosybirsk

Stolica Syberii - wielkość miasta oceniam widząc ciągnące się wgłąb, aż po horyzont, wieżowce. 

Czas mija szybko. Maszyna błyskawicznie łyka kilometry. Na przestrzeni tysięcy kilometrów jedzie w przewidywanym czasie. Na poszczególnych stacjach jest punktualnie. 


Tomsk

Wsiadł stary mężczyzna. Bardzo chętny do rozmowy, współpasażerowie pytają - czy zimno już? Sybirak wskazał na różowo- błękitne pasmo gór Ałtaj - jak szczyty góry pokryją białe czapy - czas nakładać baranicę. Choć góry nie biją rekordów wysokości, to ich rzeźba przypomina Alpy. Wyciszają się rozmowy. Wzdłuż korytarza wagonu położono biały, lniany chodniczek. Wiele osób chodzi boso. Zachód słońca obserwuję z mojej śnieżnobiałej pościeli na górnej półce.



Krasnojarsk

Budzę się. Najbardziej uprzemysłowione miasto Syberii zagnieździło się wśród rudo - czerwonych skarp rzeki Jenisej. Rzeka też rudo-czerwona. Czerwona zaorana ziemia, ale i dotknięte o tej porze stepy - też rdzawe. Tu będzie długi postój. Babuszki już wcześniej ustawiły się wzdłuż torów. Spod białych ściereczek kuszą ciepłe pierogi, bliny, gorące ziemniaki z koperkiem, ryby smażone, ryby wędzone. W drugim szeregu zachęcają mężczyźni do kupna miodu i alkoholu. Młodzi oferują orzechy, jagody, borówki, żurawinę. Po wagonie roznoszą się zapachy. 

Zmienia się krajobraz Syberii. Wyschnięte stepy kończą się tundrą. Za czarną kreską tajgi, już tylko łańcuchy gór i niebo. Ogromne odległości między ludzkimi siedzibami. Te egzotyczne obszary zamieszkują dwa ginące ludy - Nieńcy i Ewenkowie. Ich mowa zbliżona do mandżurskiej. Ludzie ci utrzymują kult duchów, wiarę w magię i szamanizm. Tajga i tundra dostarcza im żywności. 

Irkuck

To już przedbajkale. Ponad dziewięć tysięcy kilometrów. Mijamy osiem stref czasowych. Zegar w wagonie wskazuje czas. Podróżni swoje zegarki uregulują dopiero u celu podróży. Sybiracy dumni ze swojej ziemi powtarzają: Co tam Ameryka - Syberia większa niż Stany Zjednoczone i Kanada razem wzięte. Od obelisku ustawionego przez cara Aleksandra - oznaczającego początek Syberii - towarzysze podróży informują mnie o wszystkich miejscach związanych z historią. 


Teresa, ty nie wsio, czto krasiwyje, widieła.

Mijamy jeden z piękniejszych, secesyjnych dworców Irkucka - jest ich kilka. Wszystkie stylowe, odnowione. Rzeki, jeziora, ciągna się wiele kilometrów po obu stronach torów.

Bajkał

Często cel podróży przez Syberię to Bajkał. Niestety ja Bajkał oglądam nocą, przy księżycu. Przez wiele kilometrów jedziemy w zwolnionym tempie, żeby docenić rozmiar jeziora. Nie mogłam rozkoszować się widokiem Bajkału, ale na całe życie zapamiętam smak wędzonego amura.