poniedziałek, 17 listopada 2014

Malta


Malta - już nie Afryka, chociaż przodkowie tam mieli korzenie. Zwiedzanie Malty planuję i realizuję jadąc przez Europę Środkową i Południową jadąc na Sycylię. Ile razy przemieszczam się przez Kalabrię, tyle razy powtarzam - przepiękna gorące klimatem i temperamentami ludzi, barwna wszystkimi odcieniami błękitów i szmaragdów. Urozmaicona bogatym pokrojem gór i skał,. Kalabrio - nieskażona cywilizacją - dla ciebie zdradziłam norweskie fiordy.





Siedzący przed swoimi domostwami mieszkańcy biednej Kalabrii zapraszają do swojego posiłku, do swojego towarzystwa. To tu grupa młodzieży zajadająca na ulicy winogrona dzieli kiście i oddaje starej podróżniczce. Niestety - odkąd Unia Europejska daje pieniądze i rządzi - widoki z gór na doliny osłaniają betonowe bandy wzdłuż dróg. 

Na Sycylię dobijam wyprzedzając plan podróży. Dzisiaj na Maltę odpływa katamaran. Liczę pieniądze - brakuje. Tak długo będę na Sycylii, aż sprzedam tyle kompozycji, żeby starczyło na bilety. Na czas mojego zarabiania w Mesynie - mieszkam w instytucie Don Orion. To międzynarodowy katolicki instytut kultury. Po trzech dniach krążeniach po galeriach Mesyny kupuję bilet na Maltę Wraz z biletem wygrywam kartę wstępu na obiad do kasyna w mieście Dragonara.


Na Malcie jest polski konsulat - niestety honorowym konsulem jest Maltańczyk nie mówiący po polsku. Proszę o kontakt z kimś, kto rozumie język polski. Umawiam się telefonicznie na spotkanie. Piękna młoda Polka zawozi mnie na plac namiotowy dla Maltańczyków - myśliwych i wędkarzy. W Polsce trudno znaleźć informację o wyspie - osobie podróżującej niekonwencjonalnie. 


Historyczne wiadomości o wyspie mamy sprzed kilku tysięcy lat. Obecna nacja Maltańczyków ma około trzydziestu lat. Właściwie dopiero się uczą kim są. Korzenie wyspiarzy są semickie. Są tu potomkowie wszystkich kolejnych protektorów i zaborców. Na trzech wyspach - Malcie, Komino i Gozo - 316 km. kw. - zostało wybudowanych 365 kościołów katolickich. Te święte przybytki są często piękne i ciekawe architektonicznie - a wybudowali je Kawalerowie Rodyjscy - 1530 - 1800 rękami zniewolonych Semitów. Z niepilnowanego pola namiotowego robię wypady na kilka godzin - namiot ciągle stoi. Bez problemu poruszam się po wyspie autostopem. Właśnie zostałam podwieziona pod kasyno w Dragonarze gdzie czeka na mnie obiad. Jednak bardziej niż sam obiad interesuje mnie luksus tego przybytku. Interesują mnie ludzie ulegający hazardowi - tracący, albo zyskujący fortunę w tak krótkim czasie. Przechadzam się między grającymi , ale kiedy szef kasyna dostrzegł, że manipuluję przy aparacie fotograficznym ostro zareagował. Mało brakowało a utraciłabym aparat.


Obiad fantastyczny, ale nie dla żołądka głodującego od kilku tygodni. Kiedy zamiast lodów poprosiłam gorącą herbatę - prawdopodobnie pomyśleli, że nie dorosłam do poziomu luksusowych obiadów. 

Na Malcie i na sąsiednich wyspach - na każdy dzień przypada odpust. Ile kościołów, tyle świętych patronów. Dobrze, że najbliższy kościół jest kilka kilometrów od pola namiotowego - chociaż i tu dochodzą odgłosy fajerwerków. 

Wejście na wykopaliskowy teren budowli megalitycznych nad błękitną laguną na wyspie Gozo, o wiele przekracza moje możliwości finansowe. Zaryzykowałam. Pokazuję legitymację zasłużonego działacza kultury wydaną przez polskie ministerstwo kultury. Ochroniarz popatrzył na legitymację, spojrzał na mnie - keine Geld? - spytał. Kiwnęłam głową - keine Geld. Zapora uniosła się. Budownictwo megalityczne sprzed około 4 tysięcy lat polegało na układaniu oszlifowanych bloków piaskowca, tak dopasowanych aby powstała budowla bez użycia spoiwa, zaprawy. Ciekawie prezentuje się żółtozłoty piaskowiec w tych kamiennych kompozycjach przypominających fragmenty budowli. 

Oo trzech dni dmie bardzo silny wiatr - nawet nie marzę o przygotowaniu ciepłego posiłku. Wiatr gasi zapałki, przemieszcza kuchenkę. Na urodziny dwunastego września - tu na Malcie dostałam wino. Od trzech dni jem suchy chleb i piję czerwone wino. 


Zwiedzam Valettę - stolicę Malty. Ulice to kanały, zatoczki morskie, strome kamienne schody pozwalają mi wspiąć się na skałę sięgającą wgłąb morza. Skalne koryto tworzy wgłębienie - tu śpię. Nie zmuchnie mnie stąd wiatr. Nie stoczę się w przepaść. Rozkoszuję się kąpielą od świtu do nocy. W czwartym dniu, kiedy na tyle oswoiłam się z wodą i poczynałam sobie śmiało - w sporej odległości od brzegu poczułam silny ból skóry brzucha i przedramienia. Z wysiłkiem dopłynęłam do brzegu. Ognisto - czerwone plamy były rozległe i piekły. Rybak doniósł mi oliwę i ocet. Ocet neutralizuje jad. Oliwa łagodzi ból. Gdyby poparzeniu uległa tętnica szyjna lub okolice serca - byłaby konieczna pomoc lekarska.



Stolica Malty Valetta, a szczególnie najstarsza architektura daje świadectwo ciągłych walk i usiłowań obrony. Urocze ogrody Barrakka chętnie zwiedzają goście, ale i miejscowi odwiedzają - ażury architektury i zieleń dają ochłodę jak każdy park. Rano odchodzi katamaran na kontynent europejski. Terminal portowy jest zamykany na noc - a mnie właśnie pasuje tu nocować. Zawiadamiam portową policję, że tu na terminalu muszę przeczekać, żeby o świcie odpłynąć. Uzyskuję zgodę. Jestem wyjątkowo bezpieczna - tylko ja i policja. Za ostatnie pieniądze kupiłam przysmak maltański - kapustę z grochem zapiekaną w cieście. 



Przychodzi czas powrotu. Jadę na Bułgarię, Rumunię, Ukrainę. Zimno. TIR którym jadę traci w Rumunii koło. Ja siedzę w szoferce - pilnuję ładunku - bułgarskie wino. Młody niedoświadczony kierowca jeździ z miejscowym - szuka narzędzi specjalistycznych i nowego koła. Przerdzewiały metal, wykruszyły się śruby. Pada śnieg. Ludzie pracują. Ja ich rozgrzewam gorącą herbatą. Kobiety z pobliskich domów donoszą chleb ze skwarkami. Udało się - ruszamy. Pierwszy raz jadę przez Bieszczady. Z dalszego autostopu rezygnuję. Do Wrocławia jadę pociągiem. Choć nie mam ran - poparzone ciało ciągle zaognione i boli.