wtorek, 24 czerwca 2014

Spotkania z pasjami w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bolesławcu


Zapraszam na spotkanie transmitowane z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bolesławcu. Organizatorem jest  Fundację Orange. Bezpośrednimi świadkami transmisji będą uczestnicy Internetowego Kręgu Przyjaciół Biblioteki "INTELIK"


link do transmisji:
http://webcaster.pl/live/spotkania-z-pasjami/

czwartek, 5 czerwca 2014

Późna dojrzałość - to koniec czy dopiero początek?


Praga - przyjazne dla mnie miasto
Wróciłam z Pragi czeskiej. Zostałam tam zaproszona do udziału w dyskusji w ramach cyklu Europa razem. Pytanie zawarte w tytule było tematem przewodnim spotkania, w którym miałam okazję uczestniczyć. Dyskusję poprowadził dziennikarz Jaroslav Sonka a udział wzięli Zdeněk Kalvach - gerontolog, oraz Jan Lorman - dyrektor stowarzyszenia Život 90. Dyskusja była transmitowana w radiu Český rozhlas Plus. Mój udział był wynikiem festiwalu filmów dokumentalnych na którym zaprezentowano film p. Lidii Dudy “Wszystko w życiu jest możliwe”. Występuję w tym filmie.

Reakcją widzów festiwalu były prośby o spotkanie ze mną. Kierownictwo festiwalu filmów dokumentalnych w Pradze zaprosiło mnie ponownie. I w taki oto sposób 28 maja spotkałam się z widzami na kolejnym pokazie filmu. Po filmie była dyskusja. Widzowie wypytywali mnie o szczegóły mojego życia i powody, dla ktorych zaczęłam wędrować samotnie po świecie. Odpowiedziałam, że skłonność do podróży wyssałam z mlekiem matki. Przed drugą wojną światową ludzie bezrobotni wędrowali po kraju w celu sprzedaży usług i towarów. Mój ojciec miał przedstawicielstwo portretów. Ja od dziecka byłam w drodze. Sposób zarabiania pieniędzy przez tatę może wydawać się dosyć dziwny. Tata brał fotografię od komunii, lub z wesela, a chłopaka zdjęcie z wojska. Składał dwa zdjęcia w jedno. W ten sposób metodą montażu powstawało np. zdjęcie ślubne. 

Wyjazd do Pragi też nie był pozbawiony niespodzianek. W podróż wybrałam się pociągiem. Jechałam w niezbyt dobrym czasie. Padały deszcze i z wylewy rzek utrudniały kursowanie pociągów.. Zamiast planowanych trzech - miałam pięć przesiadek. Pociągi dojeżdżały do stacji opóźnione. W trakcie ostatniej przesiadki, kiedy wysiadałam z wagonu, pociąg do Pragi stał już gotowy do odjazdu.. Dzięki uprzejmości obsługi, pociąg ten czekał specjalnie na mnie. Pomimo niedogodności i opóźnień w podróży, byłam mile zaskoczona uprzejmością pracowników kolei czeskiej. Dzięki temu na spotkanie dojechałam na czas.

W Pradze w sali projekcyjnej czekali mnie wierni widzowie. Znałam ich trochę, bo niektórzy wcześniej pisali do Polski listy do mnie. Przywitanie byłobardzo serdecznie. Widzów nie było już tak wielu jak podczas pokazu w czasie festiwalu, ale dzięki temu jesteśmy bliżej zaprzyjaźnieni. W czasie pobytu organizatorzy zapewnili mi opiekę polskiej studentki, więc komunikacja odbywała się bezproblemowo, a ja czułam się bardzo dobrze. 

Impreza była bardzo gorąca i trudno się było rozstać. Skończyła się zaledwie 23 minuty przez planowanym odjazdem pociągu w drogę powrotną. Z moją opiekunką odbyłyśmy błyskawiczną jazdę na dworzec i biegłyśmy po peronach. Cieszę się, że praca w polu daje mi kondycję fizyczną. Starając się nadążyć za moją młodą opiekunką, w ostatniej chwili zdążyłam dobiegnąć do drzwi wagonu.

Pogoda w Pradze była deszczowa, ale “złota Praga” jak zawsze piękna. Powróciłam więc w dobrym nastroju i z naładowanymi akumulatorami. 

Plany dalszych podróży jeszcze niekonkretne, ale w mojej wyobraźni powoli już nabierają kształtu.
(więcej zdjęć z Pragi w następnym wkrótce)

czwartek, 1 maja 2014

Obrazy malowane tkaniną



Teresa Olszewska-Bancewicz
Był rok 1988 – miałam 55 lat. W kraju przemiany prywatyzacyjne. WPHW w którym pracowałam jako projektant wnętrz, przestaje istnieć, a ja tracę pracę. Dwa lata wcześniej z rodziną przenieśliśmy się z Jeleniej Góry do Borów dolnośląskich – do Przejęsławia.  
Za nieduże pieniądze kupiliśmy dom do remontu. Nie mogę dostać żadnej pracy, ponieważ każdy przedsiębiorca uważa, że w tym wieku idzie się na emeryturę. W ciągu mojej pracy zawodowej pracowałam równocześnie twórczo, tkałam kilimy i gobeliny. 



Kiedy znalazłam się w Przejęsławiu, moja sytuacja materialna uniemożliwiła mi kupowanie wełny do techniki tkanin artystycznych. Chciałam dalej tworzyć tkaniny, ale nie bardzo było z czego. Myślałam, kombinowałam i udało mi się wynaleźć, opracować, technikę robienia tkanin dekoracyjnych z odpadów tekstylnych. Technika ta polegała na przyszywaniu do podłoża z płótna skrawków materiałów. Od greckiego słowa rafi – szyć, nazwałam tę technikę „rafi”. Wykonałam kilka tkanin. 

Od wielu lat jestem czytelniczką i korzystam ze zbiorów biblioteki miejskiej w Bolesławcu. Właśnie tam, pani dyrektor tej placówki zaprosiła mnie do zaprezentowania  moich prac w galerii wystawienniczej znajdującej biblioteki. 
Wystawa odniosła sukces, spodobała się. Ogólnie, przez społeczeństwo i plastyków Bolesławca, prace moje zostały ocenione bardzo przychylnie. Wiele osób zaczęło zwracać się do mnie z chęcią nauczenia się wykonywania tkanin w tej technice. 
W roku 2013 dyrekcja Bolesławieckiego Ośrodka Kultury BCC zaprosiła mnie do prowadzenia warsztatów na terenie domu kultury. Po czternastu miesiącach wspólnej pracy, mojej i moich "studentek",  została zorganizowana wystawa naszych prac. Mieszkańcy Bolesławca mogą się zapoznać z efektami przełożenia naszych umiejętności i wyobraźni w formę kilimu.

Teresa Olszewska-Bancewicz


czwartek, 16 stycznia 2014

Z dzieciństwa



Już jako dziecko nie obawiałam się opuszczać domu. W czasie wojny konieczność zdobywania jedzenia powodowała, że musiałam odbywać czasem długie wyprawy, pomimo niebezpieczeństw.


Podróże w genach



Wędrowanie jest nieodłączne w moim życiu. Już od najmłodszego dzieciństwa przemierzałam z Matką kraj w celu zarobienia na życie sprzedażą różnych towarów.


środa, 22 maja 2013

Wyruszam


Pragnę się z Wami podzielić opowieściami uzbieranymi w trakcie wieloletniego podróżowania autostopem. Jako kobieta na emeryturze zdecydowałam się na taki styl poznawania świata.
Teraz po latach postanowiłam swoje notatki przedstawić publicznie z nadzieją, że dla niektórych będzie to ciekawe. Jest to kolejny etap mojego życia. Po dzieciństwie, studiach, pracy zawodowej, podróżach po szerokim świecie, przyszedł czas na refleksję.
Życie w przebiegu czasu narasta kolejnymi warstwami, znaczonymi wydarzeniami, dokonaniami i biegiem dni w różnym odcieniu. Gdyby nie było czasami tak gorzkie, to można byłoby powiedzieć, że jest jak tort.

A oto jeden z pierwszych akapitów mojej relacji:

Z Przejęsławia wyruszyłam autostopem 29 sierpnia obciążona kilkunastokilogramowym plecakiem (ciepła odzież, 4 kg płatków owsianych, mleko w proszku, śpiwór, no i kilka kilogramów moich kompozycji). Bez problemów zdążałam autostradą na Wrocław, następnie Kalisz, Łowicz, Warszawę, Olsztyn. Był to pierwszy, ale jedyny tak długi etap. W miejscu gdzie zaplanowałam nocleg byłam o pierwszej w nocy. Czas i łatwość pokonania drogi utwierdziły mnie w przekonaniu, że wybór sposobu podróżowania był trafny. Ciekawość i zainteresowanie przedsięwzięciem kobiety w moim wieku – sześćdziesięciu lat, szybko przeradzały się w sympatię i entuzjazm kierowców. Niejednokrotnie zmieniali trasy, nadkładali drogi, podrzucali mnie do miejsc, skąd łatwiej było „łapać” następne pojazdy. Ludzie odczuwają ogromną potrzebę czynienia dobra bez przymusu, z własnej woli.