Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urugwaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Urugwaj. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2016

San Jose de Mayo



W mojej pamięci to miasto zapisze się na zawsze. Zmarznięta, zmoknięta, w strugach ulewy - z pobocza drogi zgarnęli mnie tata i dwie jego urocze córki. Serdeczność tych trojga sprawiła, że po kilkudziesięciu przejechanych kilometrach zostaliśmy przyjaciółmi. 


Pożegnanie nastąpiło u podnóża katedry, której patronuje Maria - Matka Boska z Guadelupy. Katedra San Jose de Mayo, taka też jest nazwa miasta, do którego mnie przywieziono. Pomimo, że miasto jest średniej wielkości (ok. 40 tys. mieszkańców), ze względu na jego rangę, ilość zabytków, instytucji historycznych, - San Jose de Mayo jest stolicą departamentu. Do katedry pod którą wylądowała, trafiłam ponownie, ale ta historia mająca dla mnie symboliczne znaczenie, znalazła swoje miejsce we wcześniejszym opisie. Przyszły podróżnikom polecam odległy ok. 10 km od San Jose schronisko ekologiczne - pierwotna natura. Fantastyczne miejsce dla medytacji. Dachy chat schroniska pokryte są strzechami z liści papirusa. Niestety, dzisiejsze odmiany zbóż mają krótkie łodygi, a i ziemia w Urugwaju jest mało urodzajna.


wtorek, 23 lutego 2016

Miasta Urugwaju. Miasta, które zapisały się w mojej pamięci.


Tacuarembo. Serdeczne przyjęcie - deszcz i gromy przeczekałam przy kominku.



Dolores. Urocze miasto nad rozlewiskiem rzeki Urugwaj. Młody człowiek pomagający mi znaleźć tani hotel - a kiedy żaden nie był na moją kieszeń, chłopak zapytał: Teresa, a do domu mojej mamy pójdziesz spać? Z radością przyjęłam propozycję. Serdeczni ludzie. Adrian zorganizował dla mnie koncert muzyki hiszpańskiej - na cztery gitary i wokal. Dolores jest jednym z tych miejsc przy zachodniej granicy z Argentyną, gdzie uprzemysłowienie i modernizacja następuje szybciej niż na granicy wschodnie - z Wenezuelą. Tak nowoczesnych fabryczek, przetwórni, dróg jak w okolicy Dolores wcześniej nie spotykałam.



Santayer. Rosyjska kolonia. Serdeczni otwarci ludzie. Przyjęli mnie na trzydniowe przetrwanie burzy. Wielka hala sportowa służy do treningów - sport to pasja Rosjan z kolonii - ale jest tu zaplecze hotelowe. Całe osiedle rosyjskie dekorują charakterystyczne dla tej kultury malunki.






Sacramento. Kolonia. Super nowoczesny port. Szczególną uwagę poświęcono hali portu pasażerskiego - stali i szkło. Tutaj też super przyjazny i tani hostel młodzieżowy.


Prado. Głośna historia: zapowiada się chłodna noc. Bezdomny szuka schronienia. Prezydent miasta udostępnia bezdomnemu swój gabinet. Historia się powtarza.
Calle. Rozległe miasteczko. Tu poznałam Rosjankę, zaprosiła mnie do swojego domu, gdzie na kilka dni stałam się nauczycielką języka rosyjskiego.
Melo. Jedno z miast przy granicy z Brazylią. Na tych terenach są tworzone wspólnoty rodzinne, wspólnoty sąsiedzkie. Do prac przetwórczych, rolniczych stosowane są bardzo prymitywne urządzenia, często poruszane siłą ludzkich mięśni. Uwaga dla młodych - kierat, żarna, sieczkarnie pamiętają wasi pradziadkowie - ja mam osiemdziesiąt trzy lata i pamiętam kieraty poruszane siłą koni, ale też i ludzi. Na wsi kierat zastępował dzieciom karuzelę. Do produkcji pysznych serów, win, cukru służą ręczne prasy.



Mercedes. Najwyższą budowlą w centrum miasta jest katedra - a w niej poznałam biskupa. W ciekawej rozmowie usłyszałam super pochlebną opinię na temat udanego filmu “Ida”. To bardzo miłe słyszeć pochlebną opinią o polskiej kulturze, zwłaszcza jeśli opiniodawcą jest biskup katolicki - mieszkaniec Ameryki Południowej.

Cardona. To szczegółowo opisana historia zagubienia mojego plecaka.

środa, 17 lutego 2016

Urugwajczycy - przyjaźni i dobrzy ludzie


Na urugwajskich autostradach nie ma policji, nie ma korków, nie ma radarów. Wszyscy jadący, z wszelkich pojazdów, pozdrawiają się unosząc nad kierownicą wskazujący palec. Charakterystyczne ukształtowanie terenu wymusza odpowiednią szybkość. Droga jak pełzająca gąsienica faluje, z jednego wzniesienia w prostej linii widać grzbiety następnych wzniesień terenu. Po obu stronach dróg rozciągają się zielone przestrzenie pamp, a na nich tysiące pasących się krów, kóz, owiec i koni. Woda jest bogactwem Urugwaju. Jest wszędzie. Najdłuższą i najszerszą rzeką jest La Plata. Wszechobecny dostatek wody wzdłuż i wszerz Urugwaju umożliwia budowę wodnych elektrowni. W czas przejściowego chłodu – spalane w kominkach drewno ogrzewa mieszkania. Urugwajczycy przemieszczają się po kraju luksusowymi autobusami. Niewielkie fabryczki przetwarzają mleko i mięso – podstawowe bogactwo w kraju i na eksport. Dzięki wymienionym zaletom gospodarki – mieszkańcy Urugwaju cieszą się krystalicznie czystym powietrzem. O przyjaznym nastawieniu Urugwajczyków do siebie, do przyjezdnych, do świata – świadczy gest składania pocałunku na policzkach witających się ludzi. Przy powitaniach i pożegnaniach nie ważne jest czy są to mężczyźni, czy kobieta i mężczyzna, czy ksiądz witający starą parafiankę. Często słyszę od młodych autostopowych podróżników niepochlebne opinie o policji. Ja od początku moich podróży z policją mam wręcz wspaniałe układy – szczególnie z policją turystyczną i drogową. W Urugwaju trudno spotkać policję na drodze, ale kiedy z miasta Mercedes wyszłam na rogatki planując dalszą podróż, bez świadomości czy to odpowiednie miejsce, bardzo szybko podjechał policyjny samochód i wywiózł mnie w odpowiednie miejsce na autostradę łączącą Brazylię z Argentyną. Odwrotnie postępuje policja drogowa w Europie. Z autostrady zwozi mnie na mniejsze drogi. Kierowca docelowo jechał do Cardony – to ja też. Jeszcze się dobrze nie rozejrzałam gdzie jestem, a już wpadłam w ramiona i pod opiekę kobiet mających konferencję i modlitwy z okazji uroczystości w kościele ewangelickim. Gorące modlitwy z dłońmi wzniesionymi do nieba, porywające śpiewy pastora i uczestniczek nabożeństwa, spowodowały, że poddałam się uniesieniu. Po kolacji wskazano mi miejsce, gdzie wśród uczestników uroczystości, spałam.

Rano chciałam utrwalić na filmie poznanych ludzi, ciekawe miejsca – okazało się, że gdzieś zgubiłam aparat fotograficzny. Przypuszczałam, że został w miejscu poprzedniego noclegu. Błyskawicznie zdecydowałam się, bez obciążenie dużym plecakiem, jechać sto kilkadziesiąt kilometrów – autostopem – szukać zguby. Niestety aparatu nie znalazłam. Wróciłam późnym wieczorem. Wyjeżdżając nie zapisałam, nie zapamiętałam adresu. Samotne poszukiwanie wśród dziesiątek uliczek miejsca, które rano opuściłam, nie przyniosło rezultatu. Policja, którą poprosiłam o pomoc – do północy woziła mnie po wszystkich przypuszczalnych miejscach w mieście. Żadne nie było tym jakie zapamiętałam. Po całym dniu podróży przypadkowymi pojazdami – ok. 300 kilometrów – uznano, że osiemdziesięciotrzyletniej autostopowiczce należy się odpoczynek. I znów trafiłam do świętego miejsca – żeńskiego klasztoru katolickiego. Siostry zajęły się mną tak gorliwie, jak zbłąkanym dzieckiem.

Następnego dnia od rana trwała konwersacja pomiędzy mną a policjantami mającymi ustalić gdzie zostawiłam plecak. Dzięki ekranowi komputera, ja mogłam zrozumieć hiszpańskie pytania, oni - polskie odpowiedzi. Wszyscy mieliśmy świetną zabawę.

Zdając sobie sprawę z mojej niefrasobliwości zwątpiłam, żeby policja przy najlepszych chęciach i umiejętnościach odzyskała mój plecak. Straciłam orientację czy jestem w mieście, które opuściłam poprzedniego ranka, czy w zupełnie innym miejscu. Nagle w drzwiach posterunku ukazał się przysadzisty policjant, którego ramiona obciążone były moim plecakiem. Dziękując – chyba pierwszy raz tak siarczyście całowałam człowieka na służbie. Dla niego pocałunki były codziennością, dla mnie przekroczeniem codzienności.

wtorek, 26 stycznia 2016

Urugwaj - początek podróży. Montevideo

Dlaczego jako cel planowanej podróży wybrałam Urugwaj? - wyjaśniłam zanim opuściłam Polskę. 

Na lotnisku w Berlinie znalazłam się dwa dni przed odlotem samolotu. Nic dziwnego, bo na przejechanie stu kilometrów autostopem zarezerwowałam aż cztery dni. Wiedziałam – mając bilet – mam prawo czekać na lotnisku do skutku. Berlińskie lotnisko zajmuje ogromną przestrzeń. Przepływają tłumy ludzi, ale wystarczy trochę orientacji, żeby z tej przestrzeni wygospodarować sobie dyskretne zacisze – skąd oglądam wiele, a ja jestem prawie niewidoczna. Trzy razy w ciągu dnia zjadam gorący posiłek – płatki zbożowe z mlekiem. Mleko w proszku. Gorąca woda z toalety obok. Przepakowana, odświeżona, zgodnie z planem zajmuję miejsce w samolocie. Uprzejmy współpasażer ustępuje mi swoje miejsce przy oknie. Jak dotąd sprzyja mi szczęście – sąsiad Niemiec, też leci do Urugwaju. Mam z głowy stresujące szukanie odpowiednich terminali na lotniskach Francji i Brazylii. 

Poranek w Montevideo chłodny. Towarzysz podróży oznajmia mi – właśnie teraz jest urugwajska zima. Miałam nadzieję konieczne mi informacje mi informacje uzyskać z polskiej ambasady. Adresy polskich urzędów wypisałam uprzednio z internetu. Niestety – od niedawna ambasada przeniesiona do Brazylii. Honorowy konsul nie ma obowiązku siedzieć w konsulacie. Jest tylko urzędnikiem honorowym.


Jak zwykle w moich podróżach to policja jest niezawodna. Na podstawie legitymacji, wyszukują przez internet jedyne czynne schronisko młodzieżowe w Montevideo. Policyjnym samochodem jadę kilkanaście kilometrów. Jeszcze tego samego wieczora zwiedzam nadmorską część miasta. Zanurzam dłoń w Atlantyku – woda zimna. Niestety to czas urugwajskiej zimy. Po trzech dniach zwiedzania opuszczam stolicę Urugwaju.


Nastrojowa atmosfera, pokolonialna architektura przedmieść, ciekawe zabytki, muzea, świątynie, rozbudowany port – wszystko godne zobaczenia. Niestety jak w każdej stolicy nawet schroniska są zbyt drogie. Kupuję bilet autobusowy do Minas – miasta oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów. Zajmuję miejsce najbliższe wolne miejsca. Na jednym plecak na drugim fotelu ja. Zasypiam. Kiedy obudziłam się, obok mnie siedziała pasażerka. Na moment mojego przebudzenia czekały siedzące przede mną młode dziewczyny. Ja – nieświadoma, że miejsca są numerowane, zajęłam fotel plecakiem. Kiedy weszła osoba z biletem na to miejsce, dziewczyny wyniosły – dyskretnie, żeby mnie nie obudzić – plecak do bagażnika. Po dojechaniu na miejsce przeznaczenia wysiadłyśmy razem.

Szukałam taniego hostelu. Przyłączyły się do nas kolejne koleżanki. A kiedy grupa liczyła ponad dziesięć dziewcząt, dołączyli chłopcy. Zdjęli ciężki plecak z moich ramion. Do hotelu wszyscy weszliśmy razem – cała grupa liczyła około dwudziestu osób. Mogłabym być niema – ta spontanicznie utworzona grupa przyjaciół załatwiła wszystko – mnie pozostało jedynie okazanie paszportu. Miejsce utrafione w dziesiątkę. 

Świat po którym wędruję obdarowuje mnie życzliwością. A ja na każdy następny dobry przypadek reaguję łezką. Wiezie mnie miły kierowca. Jego stateczne auto systematycznie połyka systematycznie kolejne kilometry. Mam wrażenie, że oglądam stary amerykański film, ale w wersji już kolorowej.

Zieleń pastwisk wdziera się w obrzeża miasta Melo. Po obu stronach wąskich uliczek malownicze domy – pozostałość czasów kolonialnych w Ameryce Południowej. Nocą temperatura spada do 5 – 6 stopni. Bezużyteczny w tej sytuacji namiot, spoczywa w plecaku. Prawdopodobnie tak będzie do końca podróży. Pytam o tanie miejsce noclegowe. Przypadkowy przechodzień okazał się młodym wolontariuszem działającym na terenie miasta. Dla lepszego rozumienia problemu połączył mnie z zaprzyjaźnioną kobietą mówiącą po niemiecku. Violetta – z pochodzenia Niemka, od dzieciństwa mieszka w Urugwaju. Jest bliska mojego wieku. Starcze choroby zmusiły ją do korzystania z pomocy wolontariuszy. Nasze spotkanie ucieszyło Violettę – wreszcie mogła usłyszeć i porozmawiać w języku niemieckim. Ja też byłam zadowolona, bo na kilka nocy miałam zapewnioną gościnę.

wtorek, 19 stycznia 2016

Miłe wspomnienie z księżmi benedyktynami

W Urugwaju miałam okazję spotkać wiele życzliwych osób. Do nich należą księża benedyktyni z biskupem. Dziękuję im za okazane serce, dobro i gościnność. Niech im Bóg darzy.




środa, 2 grudnia 2015

Wróciłam - misja spełniona


Wyjeżdżając do Urugwaju, bardzo chciałam spotkać się z najmądrzejszym i najlepszym Prezydentem Państwa na świecie. Dokonałam tego - zamierzony cel osiągnęłam. Wróciłam pełna wrażeń i energii. Pozdrawiam wszystkich czytelników i obiecuję wkrótce opisy moich przygód.

czwartek, 3 września 2015

Ostatnie chwile przed wyjazdem...

Celem mojej podróży do Ameryki Południowej jest dalsza penetracja terenów, gdzie dane mi będzie pogłębienie wiedzy na temat prekolumbijskiej kultury indiańskich plemion. W realizacji moich planów pomogła mi pani Krystyna Juszkiewicz - szefowa bolesławieckiego Biura Podróży "Perfect". W ramach wsparcia zwolniła mnie z części opłat za podróż samolotem i ubezpieczenie - DZIĘKUJĘ.