środa, 17 maja 2017

Goście z Ruszowa


W ramach rewizyty przyjęłam w galerii gości z Ruszowa. Grupa rowerzystów, kolorowo ubranych w kamizelki ostrzegawcze, przyjechała obejrzeć zalążek przyszłego skansenu, który tworzę wokół mojego domu w Przejęsławiu. 


W szczegółach zostało to opisane na blogu “Wędrowiec Ruszowski” przez p. Jadzię Kuternozińską


Na moim blogu zamieszczam tylko kilka zdjęć, a do zapoznania się z całym artykułem zapraszam na łamy Wędrowca.

środa, 12 kwietnia 2017

Wędrówki po dawnych drogach


Od wielu lat, a minęło ich trzydzieści, mieszkam w byłej wiosce - obecnie ani miasto, ani wieś. Obok jeszcze są lasy. Wczesną wiosną zbieram młode liście brzozy i morwy. Specjaliści zapewniają, że brzoza ma niewyczerpaną moc odradzania się. Może dlatego zesłańcy na Syberii czerpali energię do przeżycia z mocy jaką skrywa brzoza. Brzoza to z karłowatych drzew, które zarastają tundrę - tylko syberyjscy szamani znają tajemniczą moc całej rośliny.
Na okres zimy suszę w przewiewnych workach moją zieloną herbatę.
W miesięczniku EkoNatura - w marcowym numerze magister biologii p. Paulina Próchnicka zachęca nas do zjadania wiosennych pączków roślin - nazywa je smakołykami nie tuczącymi. Jadalne są pączki kasztanowca, dębu, sosny i wielu innych drzew.
Ja natomiast polecam sałatę z mniszka lekarskiego. Czyszczę całą roślinę, przyprawiam jak sałatę zieloną.


Południową część Polski - od Sosnowca do Brześcia przemierzała z Mamą w jedno lato - tam i powrót. Trochę pieszo, trochę furmankami z rolnikami wiozącymi swoje produkty rolne na targ.  Handel obnośny - to był sposób na zarobienie kilkudziesięciu groszy na przeżycie w tych bardzo trudnych latach trzydziestych - latach kryzysu. Tysiące ludzi wędrowało od miasteczka do miasteczka, od wioski do wioski. Byli wśród nich naprawiacze garnków, ostrzyciele noży i nożyczek, ludzie wykonujący portrety ślubne na podstawie małych amatorskich fotografii z młodzieńczych lat.
Moja wędrówka z Mamą przypadła na lata 1935 - 1939. Mój wiek - od dwóch do lat siedmiu. Później wojna.


Teraz podczas zbliżającej się wiosny, ciągłe komunikaty radiowe ostrzegają o zanieczyszczeniu powietrza, o atakującym poszczególne polskie miasta smogu - ja pozwalam sobie na wspomnienie, opisanie czasu kiedy w Polsce kryształowo czyste powietrze pozwalało na zbieranie i zjadanie owoców z przydrożnych drzew. A w czasie upalnego dnia gaszenie pragnienia sokiem uzyskanym z przydrożnych brzóz. Najokazalszymi pojazdami na polskich gościńcach były bryczki, karety - może raz dziennie, może dwa widziałam samochód. Kiedy teraz wracam wspomnieniami do obserwacji z mojego dzieciństwa, zastanawiam się, czy to drogowcy wykonywali te wszystkie zabiegi na drogach, żeby wędrującym umilić wędrówkę? Rosnące na poboczach drzewa dawały cień, ale też karmiły i poiły. Na pniach brzóz w wywiercone otwory ktoś wstawiał drewniane rynienki, zawieszał około litrowe wykonane z drewna pojemniki, aby sok do nich swobodnie spływał. Może tę pożyteczną pracę wykonywali uczniowie szkół parafialnych pod kierunkiem księdza proboszcza. Muzykę oblatujących lipę pszczół słychać było z odległości kilkunastu metrów przed dojściem do drzewa.

Taka to była Polska waszych pra - pradziadów. Biedna, ale hojna zdrową przyrodą.


środa, 29 marca 2017

Wernisaż moich plakatów - 8 marca


Uznano, że moje plakaty zyskały na aktualności. W dniu 8 marca w Bolesławieckim Ośrodku Kultury zorganizowany został wernisaż w ramach odbywających się tam obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet. Święto zostało zorganizowane w stylu PRL. Obowiązywały stroje ówczesne, a moje plakaty wpisały się w imprezę. 



Cytat z relacji z wydarzenia:
"8 marca w galerii „mała Biała” Bolesławieckiego Ośrodka Kultury – Międzynarodowego Centrum Ceramiki świętowaliśmy Dzień Kobiet w rytmie PRL, pod hasłem „Najwięcej witaminy mają bolesławieckie dziewczyny”. Głównym punktem programu było uroczyste otwarcie wystawy artystek związanych z naszym miastem: Teresy Olszewskiej - Bancewicz i Haliny Kubów. Wystawa czynna do 10 kwietnia".

Na całość relacji zapraszam na stronę BOK - MCC 

środa, 22 marca 2017

Zaproszenie do biblioteki w Ruszowie


Otrzymałam miłe zaproszenie od p. Jadwigi Kuternozińskiej z Ruszowa, abym spotkała się w tamtejszej bibliotece z mieszkańcami. Są oni zainteresowani podróżami, a wiele młodych osób planuje zwiedzać świat samodzielnie. 
Bardzo się cieszę. Wczoraj odbyło się to spotkanie, w ciepłej i miłej atmosferze. Dało mi ono wiele radości i energii. Dziękuję bardzo za serdeczne przyjęcie.
Relację ze spotkania można przeczytać na łamach "Wędrowca Ruszowskiego" 
Panu Edwardowi Remiszewskiemu dziękuję za ciekawy artykuł.

środa, 15 marca 2017

Wystawa w Domu Kultury na Zabobrzu w Jeleniej Górze

Zapraszam do obejrzenia impresji z wernisażu wystawy prac moich i moich koleżanek z dnia 27 lutego bieżącego roku. Jednocześnie chcę podziękować pani Dorocie Leszczyłowskiej za jej zaangażowanie w organizację wystawy.







środa, 22 lutego 2017

Market


W marketach bywam sporadycznie. Żywność - kaszę, groch, fasolę, oliwę - kupuję w małych sklepikach raz na dwa, na trzy, miesiące.
Zdarzyło się - odwiedzili mnie znajomi. Była zima, i niestety to co miałam w spiżarni nie zachęcało moich przyjaciół do przygotowania posiłku. Zdecydowali, że należy jechać do marketu po odpowiednią żywność. Przyjęłam zaproszenie i pojechałam z gośćmi. Była niedziela. Odświętnie ubrani klienci z pasją napełniali swoje wózki.
Usłyszałam - zobacz Teresa, jak robi się zakupy. Z radia płynęły melodie stwarzające odpowiedni nastrój. W przerwach zachęcano do zakupu kiełbasy i sera za połowę wczorajszej ceny. Pchający wózki ożywili się, szukali stoisk z przeceną. Ludzie “zwiedzający” market zatrzymywali się przed półkami, podziwiali błyskotliwe opakowania, marki, firmy. Towary nieznane ładowali z zamiarem - zobaczymy co to jest. Radosne miny ludzi opuszczających market robiły wrażenie, jakby opuszczali wystawę ciekawego malarstwa, albo salę teatralną po udanej sztuce.
Rzeczywiście, nazwanie sklepu “Galerią” ma stworzyć wrażenie, że odwiedzający uczestniczą w zjawisku związanym z kulturą. Na półkach sklepowych eksponuje się towary niczym dzieła sztuki w gablotach muzealnych. To co oglądamy jest na poziomie ogłupiających filmów rodem z Hollywood.
Otumanieni reklamą ludzie gromadzą, bo reklama im wmawia: “kup bo będziesz piękny”, “będziesz bogaty, jak ci, którzy nam przewodzą”.
W kapitalizmie elity bogactwa i władzy manipulują społeczeństwem, i tak zmienia się ono w bezwolne, posłuszne masy naśladujące elity. Firmy marketingowe płacą elitom za bycie “relikwiami” do naśladowania. Następuje zubożenie kultury prawdziwej, na którą brak czasu i pieniędzy.
Sztuka przyciągania uwagi i angażowania konsumentów” - tytuł artykułu z pisma BUSINESS.

środa, 8 lutego 2017

Im mniej człowiek ma...

Reklama, media - karmią nas iluzją. Jesteś tym co masz. I ile masz. Tę filozofię zauważamy szczególnie w otoczeniu małych, kilkuletnich dzieci. Tandetne, brzydkie, niehigieniczne zabawki są tanie. Rodzina i znajomi składający wizytę rodzicom maluszka, czują się w obowiązku obdarowywanie dziecka maskotką. Matki też w trakcie zakupów w markecie dla świętego spokoju kupują dziecku zabawkę lub batonika. Tak pierwszy, jak i drugi zakup świadczy o braku wiedzy psychologicznej i pedagogicznej. Dzieci obdarowane nadmiarem zabawek - siedzą, leżą wśród stosu kolorowego plastiku. Siedzą i nudzą się. 

Zabawką uniwersalną, tanią i ekologiczną są klocki drewniane. Oszlifowane sześciany o wymiarach ścianek 4 na 4 centymetry. Układanie, budowanie z klocków wyrabia sprawność rączek, ale co najważniejsze, kształtuje wyobraźnię. Pięcioletnie i starsze dzieci swoją wyobraźnię wzbogacały skręcaniem śrubkami metalowych elementów zabawki “Mały konstruktor”. Te zabawki wyrabiały sprawność rąk i umiejętność logicznego myślenia. Właśnie one ukształtowały w Polsce Ludowej przyszłych budowniczych, ale i przysłowiowego “hydraulika” na którego było tak duże zapotrzebowanie w krajach Zachodu, po dezorganizującej transformacji w Polsce. 

Sięgam do powojennych encyklopedii i ponownie śledzę historię odbudowy. Także organizacyjne problemy systemu Polski Ludowej. Byłam wtedy, i jestem teraz, szczęśliwa, że po straszliwych zniszczeniach wojennych, aż tylu ludzi - tych w kraju, i tych którzy wracali - tak gorliwie zabrali się do budowy nowego systemu. Do zrujnowanej Polski wracali z całego świata ludzie prości, biedni, analfabeci. Wracali też artyści, architekci, filozofowie o różnych kierunkach i światopoglądach. Wracali starzy - służący swoją radą, swoim doświadczeniem. Wracali młodzi wywodzący się z emigracji za chlebem z lat dwudziestych. Miałam kolegów mówiących po hiszpańsku, angielsku, francusku, rosyjsku, białorusku, ukraińsku, niemiecku - oni wszyscy zabrali się do odbudowy Polski. A dokładnie naszej szkoły we Wrocławiu. 

Znany przedwojenny artysta prof. Stanisław Kopystyński uczył przed południem, a następnie w ciągu reszty doby odbudowywał z gruzów z młodymi ludźmi przyszłe Liceum Sztuk Plastycznych przy ul. Piotra Skargi. Jednocześnie prof. Kopystyński na resztkach zrujnowanych budynków projektuje i organizuje Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. 
Im mniej człowiek ma, tym bardziej staje się kreatywny.
Notka biograficzna:
Stanisław Kopystyński (ur. 7 września 1893 w Jarosławiu, zm. 25 maja 1969 we Wrocławiu) – polski malarz, artysta i pedagog, absolwent Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.