środa, 8 lutego 2017

Im mniej człowiek ma...

Reklama, media - karmią nas iluzją. Jesteś tym co masz. I ile masz. Tę filozofię zauważamy szczególnie w otoczeniu małych, kilkuletnich dzieci. Tandetne, brzydkie, niehigieniczne zabawki są tanie. Rodzina i znajomi składający wizytę rodzicom maluszka, czują się w obowiązku obdarowywanie dziecka maskotką. Matki też w trakcie zakupów w markecie dla świętego spokoju kupują dziecku zabawkę lub batonika. Tak pierwszy, jak i drugi zakup świadczy o braku wiedzy psychologicznej i pedagogicznej. Dzieci obdarowane nadmiarem zabawek - siedzą, leżą wśród stosu kolorowego plastiku. Siedzą i nudzą się. 

Zabawką uniwersalną, tanią i ekologiczną są klocki drewniane. Oszlifowane sześciany o wymiarach ścianek 4 na 4 centymetry. Układanie, budowanie z klocków wyrabia sprawność rączek, ale co najważniejsze, kształtuje wyobraźnię. Pięcioletnie i starsze dzieci swoją wyobraźnię wzbogacały skręcaniem śrubkami metalowych elementów zabawki “Mały konstruktor”. Te zabawki wyrabiały sprawność rąk i umiejętność logicznego myślenia. Właśnie one ukształtowały w Polsce Ludowej przyszłych budowniczych, ale i przysłowiowego “hydraulika” na którego było tak duże zapotrzebowanie w krajach Zachodu, po dezorganizującej transformacji w Polsce. 

Sięgam do powojennych encyklopedii i ponownie śledzę historię odbudowy. Także organizacyjne problemy systemu Polski Ludowej. Byłam wtedy, i jestem teraz, szczęśliwa, że po straszliwych zniszczeniach wojennych, aż tylu ludzi - tych w kraju, i tych którzy wracali - tak gorliwie zabrali się do budowy nowego systemu. Do zrujnowanej Polski wracali z całego świata ludzie prości, biedni, analfabeci. Wracali też artyści, architekci, filozofowie o różnych kierunkach i światopoglądach. Wracali starzy - służący swoją radą, swoim doświadczeniem. Wracali młodzi wywodzący się z emigracji za chlebem z lat dwudziestych. Miałam kolegów mówiących po hiszpańsku, angielsku, francusku, rosyjsku, białorusku, ukraińsku, niemiecku - oni wszyscy zabrali się do odbudowy Polski. A dokładnie naszej szkoły we Wrocławiu. 

Znany przedwojenny artysta prof. Stanisław Kopystyński uczył przed południem, a następnie w ciągu reszty doby odbudowywał z gruzów z młodymi ludźmi przyszłe Liceum Sztuk Plastycznych przy ul. Piotra Skargi. Jednocześnie prof. Kopystyński na resztkach zrujnowanych budynków projektuje i organizuje Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. 
Im mniej człowiek ma, tym bardziej staje się kreatywny.
Notka biograficzna:
Stanisław Kopystyński (ur. 7 września 1893 w Jarosławiu, zm. 25 maja 1969 we Wrocławiu) – polski malarz, artysta i pedagog, absolwent Krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

wtorek, 31 stycznia 2017

Zabawa z minimalizmem


Chaos jaki ogarnął Bliski Wschód, Afrykę, Europę - ukierunkował moje plany w stronę Ameryki Południowej. A dokładnie, zainteresował mnie kraj, który po długim okresie zniewolenia samodzielnie wyzwolił się spod panowania junty.
Walka narodu o wyzwolenie trwała bardzo długo. Wiele lat, pochłonęła wiele ofiar. Urugwaj to mały kraj otoczony krajami o wiele większymi, posiadającymi bardziej korzystne warunki dla tworzenia w miarę spokojnego i dostatniego bytu swoim społeczeństwom. A jednak panuje w nich ciągły chaos.
Fakt że kraje Ameryki Środkowej i Południowej posiadające bogactwa kopalne, mineralne są pod ogromnym wpływem polityki i biznesu Ameryki Północnej. A im bardziej odpowiada prowadzić brudne interesy w krajach skłóconych. Jeśli ten mały ubogi kraj, rozwija się i nabiera znaczenia to dzięki mądrości byłego partyzanta Jose Mujico, który po uzyskaniu wolności dla Urugwaju został prezydentem.
Zwiedzając Urugwaj autostopem podjechałam wiozącym mnie samochodem pod jego miejsce zamieszkania. I tu szok - wskazano mi mały, skromny domek - a w nim mieszka prezydencka para. Bezpośrednio z drogi weszłam w obejście - gdzie w trawie grzebały kurki, a na rozciągniętych sznurach suszyło się pranie.
Żadnych ogrodzeń, żadnych ochroniarzy - mądry i kochany przez naród przywódca nie musi dbać o swoje bezpieczeństwo. To zadanie najlepiej spełnia szanujący prezydenta naród. Po powrocie do domu zainteresowałam się filozofią jakiej wierna jest para prezydencka - to umiar, minimalizm. Sami są żywym przykładem na możność ich stosowania.


Do umiaru w gromadzeniu dóbr nawołuje Lucia Topolansky - żona prezydenta. Nadmierny konsumpcjonizm niesie zgubę naszej planecie. Posiadam bardzo niewiele - ale już teraz wiem, że od momentu urodzenia do dnia dzisiejszego żyłam zgodnie z filozofią minimalizmu. Śmiało mogę stwierdzić za Sokratesem - uwielbiam odkrywać bez jak wielu rzeczy jestem doskonale szczęśliwa. Reklama to iluzja, która przesłania nasze życie. Kupujemy pod wpływem emocji. Kupujemy bo wypada, bo wszyscy już to mają. Bo chcemy być atrakcyjni dla obserwujących nas. Chcemy uatrakcyjnić swój status. Zastanówmy się: czy chcemy mieć?...  czy chcemy być?...
Minimalizm, który towarzyszył mojemu życiu od zawsze, dopiero po wizycie u pary prezydenckiej Urugwaju potrafiłam określić naukowo - w pewnych okresach mojego życia była to po prostu bieda. Nawet wtedy, gdy system Polski Ludowej zapewniał mojej rodzinie byt umiarkowany - nigdy nie kupowałam, ani sobie, ani dzieciom czegoś, co nie było konieczne do życia.
W moim długim życiu poznałam przedwojenny system polityki - sanację, powojenny system - Polski Ludowej, i ostatni - najmniej pewny, najbardziej chaotyczny kapitalizm.
Już nie muszę martwić się o zapewnienie bytu dzieciom. Dzisiaj mogę sobie żartować z filozofii minimalizmu. Dzisiaj mogę się nim bawić.
Osoby, które podobnie jak ja są wolne mogą sobie świat podporządkowywać - namawiam - oddajcie urządzenie siłą energii elektrycznej. Ubijajcie, ucierajcie, polerujcie, czyśćcie - siłą waszych rąk. Już na tym poziomie zyskają wasze mięśnie, wasze stawy - to początek zabawy minimalizmem.

A jaka to oszczędność energii elektrycznej. Działamy na korzyść ekologii. To najlepszy prezent dla naszych wnuków i prawnuków. Nie czekoladki, cukierki - ale bardziej czyste powietrze. Ile razy sięgam po urządzenia sprzed lat, ucierające, ubijające, czyszczące, miażdżące - przypominam sobie moją młodość - moje stawy i mięśnie znów stają się sprawne.

wtorek, 24 stycznia 2017

Zmiana kierunków

Z przyczyn ode mnie niezależnych wykluczam już dalekie podróże po różnych kontynentach. Wyruszam za to w  podróże filozoficzne, bardziej osobiste - w przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wkrótce zamieszczę bardziej obszerne teksty, które właśnie przygotowuję.

wtorek, 6 grudnia 2016

Oman


Kraj niewielki i niezbyt ludny - ok. 7 mln mieszkańców. Może dlatego sułtan, po powrocie z Anglii, gdzie zdobyły wykształcenie, gdzie zetknął się z europejską kulturą i sztuką - uczynił Muskat stolicę kraju - trochę jak kurort. Niewysokie, białe budynki - najwyższy dwupiętrowy hotel Emiratów) - staranna architektura, i ukwiecone duże przestrzenie na poboczach przestronnych ulic. Chociaż temperatura w październiku przekracza 30 stopni, to wrogość zieleni i kwiatów tworzy wrażenie świeżości. Uważny obserwator zorientuje się, że do każdej najmniejszej rośliny doprowadzony jest system nawadniający. Na taki luksus w tropiku mogą sobie pozwolić tylko kraje zamożne. O zamożności mieszkańców Muskatu świadczy sposób przemieszczania się jego mieszkańców. Luksusowe samochody bezszelestnie suną po bardzo szerokich ulicach. Widok kobiet jest niezauważalny. To mężczyźni, rozsiewający zapach luksusowych pachnideł, z nieskazitelnie białych galabiajach, w zawojach wokół głowy, upiętych drogimi spinkami załatwiają sprawy w urzędach, czy magazynach. Wszystkie prace związane z uczynieniem porządku wykonują imigranci z Turcji. Punkty usługowe, pralnie, warsztaty, sklepy prowadzą Turcy. Planowałam z Omanu udać się do Indii, niestety sąsiadujące ze sobą kraje poróżniły się politycznie i zlikwidowały swoje ambasady. Moje plany podróży do Indii upadły - brak możliwości uzyskania wizy. Żeby zdobyć tę wiedzę musiałam być podwieziona do ministerstwa turystyki. Słyszałam że można kupić wizę do Indii w hotelu Zjednoczonych Emiratów. Wstąpiłam do najbliższego hotelu  prosząc o informację. Problem braku znajomości języka zmusił recepcjonistę do przywołania szefa. Znał język niemiecki, ale w interesującym mnie temacie niewiele wiedział. Szef przywołuje hotelowego kierowcę i poleca mu zawiezienie mnie do ministerstwa turystyki. W ministerstwie, po raz pierwszy w moich podróżach porozumiewam się dzięki klawiaturze komputera - z natychmiastowym tłumaczeniem. Zamożność Muskatu mogłam zaobserwować nawet wtedy, kiedy nie posiadałąm gotówki i nie robiłam zakupów. Kawą i słodyczami zostałam poczęstowana w hotelu, gdzie szukałam tylko informacji. W ministerstwie dwóch różnych urzędników zainteresowanych moim sposobem podróżowania poczęstowało mnie kawami. Weszłam do galerii - zobaczyć dzieła sztuki i już zaproszono mnie do wypicia kawy i zagryzienia chałwą.



Każda kawa ma inny smak i inny zapach. Do Muskatu doleciałam nocą, do rana spałam na lotnisku. Planowałam dojechać autobusem do konsulatu - ale kierowca nie był zorientowany jak trafić. Pozwolił mi zatelefonować ze swojego telefonu do polskiego konsulatu. Telefon odebrała pani Aurelia - sekretarz konsulatu. Pani sekretarz poleciła czekać na lotnisku. Zaraz ktoś po mnie przyjedzie. Jak się okazało z lotniska do konsulatu jest kilkadziesiąt kilometrów. Nie miałam okazji rozbić w Omanie namiotu. Dom pani Aurelii - na czas mojego pobytu - stał się moim domem.  Z domu pani sekretarz robiłam wypady autostopowe w celu obserwacji i poznawania miasta. A kiedy pani Aurelia dysponowała czasem, stawała się moim przewodnikiem i woziła do miejsc godnych przeznaczenia. Dowiadywałam się historii miasta, historii kraju - Omanu. Dziwne - zamożność kraju, nie moja zamożność, powodowała, że na takim poziomie mogłam tam przebywać.



Najpiękniejsza, ale i najtrudniejsza do pokonania jest pustynia Omanu - nazywa się Oman ar-Rab al -Chali. Górzysty, skalisty teren pustyni u swojego podłoża osiąga temperaturę 80 stopni Celsjusza. Wyprawa wymaga specjalnego przygotowania. Doświadczeni Beduini są organizatorami odpowiedzialnymi za powodzenie karawany. Przekazuję zapiski Kanadyjczyka, który uczestniczył w trudnej, ale udanej wyprawie.




Wzdłuż Omanu są bezpieczne malownicze osady Beduinów - chętnie goszczą turystów. Po bezkrwawym zamachu stanu rządy po swoim ojcu objął sułtan Kabuz Ibn Said. Lata siedemdziesiąte dwudziestego wieku. Umiał on i ciągle potrafi wykorzystać naturalne bogactwa dla dobra narodu, dla rozwoju kraju. Oman staje się zamożny. Zanikają wędrówki Beduinów. Hojny sułtan rozdaje ziemię, nie szczędzi pieniędzy na jej zagospodarowanie. Wzdłuż Omanu Chińczycy wybudowali wspaniałą autostradę w ramach wymiany gospodarczej. Przed kilku laty sułtan, podobnie jak Kadafi, dał kobietom bezpłatne działki pod budowę własnego domu. Arabskie kobiety po rozwodzie z mężem muszą opuścić dom i z dziećmi wracać do swoich rodziców. W Omanie kobiety uczą się, zdobywają zawód, pracują, mają możliwość dogodnej pożyczki na budowę własnego domu. Oman broni się przed przyjmowaniem emigrantów - wyjątki to wysoce wykształceni specjaliści i naukowcy.

Droga powrotna z Omanu

wtorek, 22 listopada 2016

Przejęsław 2016


W tym roku miałam miłe odwiedziny moich wnuków i prawnuków. Mieszkają w Anglii, a lato było dobrą okazją na pokazanie im polskiej natury. Obejrzeli też eksponaty zgromadzone w mojej galerii. Było dużo radości.








wtorek, 8 listopada 2016

Wywiad dla Anety

Miło mi poinformować wszystkich, że chociaż już nie podróżuję, to ludzie o mnie nie zapominają. W ostatnim czasie pani Aneta Szeliga skontaktowała się ze mną. Udzieliłam jej wywiadu, który ukazał się w internecie na łamach portalu Weekend.Gazeta.pl Zapraszam do czytania i życzę przyjemnej lektury.


wtorek, 6 września 2016

Jordania - część pierwsza



Miałam wielkie szczęście. W pierwszych moich podróżach, ponad dwadzieścia lat wstecz, oglądałam Afrykę egzotyczną, Afrykę szczęśliwą. Ludzi cieszących się wreszcie wolnością po długim okresie zniewolenia kolonialnego. Następował systematyczny rozwój oświaty, warunków socjalnych, obyczajowości - szczególnie kobiet.

Wioząca mnie samochodem młoda Tunezyjka - już ubrana w europejską garsonkę, ale jeszcze włosy spowijała ciemna chusta. Tak ładnie określiła czas postępowych reform - na razie pozwolono nam otworzyć oczy, następnym etapem będzie otwarcie naszych umysłów. (socjalistyczne rządy prezydenta  Zajn al-Abidin ibn Ali).


Mądrzy, charyzmatyczni przywódcy krajów Afryki Północnej, krajów Bliskiego Wschodu przestali się podobać Ameryce i Zachodowi. Taktyka niszczenia postępowych systemów w Europie została przeniesiona na Afrykę. Propaganda Zachodu i Ameryki niszcząca Europę Wschodnią, trwała dziesiątki lat. Kraje Europy Wschodniej, bogatsze, mniej uzależnione od Zachodu - ich zniszczenie wymagało użycia sił NATO. Afryka, Bliski Wschód wykazały się doskonałą organizacją, postępem, umiejętnością wykorzystania bogactwa naturalnego - ropy. Dlatego tutaj od razu wprowadzono wojska i samoloty natowskie, bez osądzania zabito przywódców. Zachód pod różnymi pozorami “zaopiekował się” obszarami roponośnymi. Dezorganizacja plemion, brak przywódców - powodują to, czego jesteśmy świadkami. 

Europa i sąsiednie kontynenty stały się niebezpieczne dla niezorganizowanych podróżników, takich jak ja. Moimi podróżami zainteresowała się pani Lidia Duda, zaczęła realizować film dokumentalny dla programu pierwszego TVP. Realizacja następowała etapami uzależnionymi od przydziału środków. Trwało to kilka lat. Właśnie tego września, kiedy byłam już psychicznie przygotowana do podróży na Daleki Wschód - “tam teraz było bezpiecznie i tania żywność, zwalniało mnie to z dźwigania zapasów na kilka miesięcy”. Okazało się, że Pani Lidia zdobyła fundusze na dalszą realizację filmu. I tak padły plany mojej dalekiej podróży. 


Każda podróż jest ciekawa - czy daleka, czy bliska. Tym bardziej w doborowym towarzystwie ekipy realizującej film. Luksusowe warunki przemieszczania się, z możliwością podziwiania przepięknych krajobrazów całej dawnej Jugosławii. Rany, zniszczenie wyrządzone narzuconą wojną zabliźniają się - pamięć krzywdy ciągle trwa. Samochody “na stopa” zatrzymywałam tylko dla potrzeb filmu. Wsiadał też operator. Wszyscy mieszkańcy dawnej Jugosławii szczerze się wypowiadają na temat wojny. A ja ich do tego prowokuję. Niestety wszystkie fragmenty szczerych rozmów na temat wojny, polityki i Zachodu, cenzura wycięła. Poza wszystkimi przyjemnościami zorganizowanej “wycieczki”, okazało się, że zarobiłam niewielkie pieniądze. Pierwsze zarobione pieniądze od czasu, kiedy transformacja przekreśliła dalszą możliwość mojej pracy zawodowej - miałam wtedy 55 lat. 

Świadomość posiadania pieniędzy - 1700 zł - zmieniła w jednej chwili świadomość mojego działania. To ze jest już druga połowa września, że mój powrót przypadnie na okres późnej jesieni nie odstrasza mnie. Przez Europę jadę autostopem. Jesienna słota, deszcze, chłód utrudniają przemieszczanie się, ale ułatwiaj kontakt z ludźmi. Jestem podziwiana za odwagę. Protesty na Węgrzech, protesty w Bukareszcie, aresztowania. Spotkani ludzie chronią mnie przed zagrożeniami, zapraszają do bezpiecznych domów. Przyjazne małżeństwo młodych Rumunów - przedstawiają się jako ortodoksyjni wierni wyznania prawosławnego. Karmią, suszą moją przemoczoną odzież, a rano wsadzają do pociągu, który odwiezie mnie do granicy Bułgarii.


W Grecji protesty. Wspaniała autostrada, którą podziwiałam przed kilku laty wypełniona setkami samochodów. Na poboczach uzbrojona policja, ale też widzę cywilów z bronią. Młoda śliczna Greczynka, polnymi drogami dowozi mnie do przedmieść Aten. Wysiadam na przystanku autobusowym. Stojący ludzie udzielają informacji - ta linia działa. Piękna Greczynka wciska bilet autobusowy do kieszeni kamizelki. W Atenach bywałam na tyle często, że znam drogę do Placu Omonia - dalej do przyjaznego mi schroniska International Young Hostel - Victor Hugo. Niestety - podrożało. Muszę dobrać trochę pieniędzy. Sama nie potrafię obsłużyć bankomatu. Pomaga mi wychodzący z banku Rosjanin. Dziwi się, że tak mało Euro wybieram. Wyciąga 100 Euro i wręcza mi - odmówiłam- . spasiba, ja tolko czetyry doba budu w Ateny. “A potem jadę i jadę i jadę”... Zaśmiał się, schował pieniądze. Rano zjawił się w schronisku Janis. Zaczęła się akcja mądrego wykorzystania moich możliwości finansowych. W planie mam podróż na Bliski Wschód - Jordania i Oman. I jak się uda - Indie. Już teraz nie zależy mi, żeby było jak najszybciej. Musi być jak najciekawiej i jak najtaniej. Planowałam prom do Egiptu - niestety - może względy polityczne, może ekonomiczne - prom już nie kursuje. Czymś muszę pokonać Morze Śródziemne. I Janis i recepcja ze schroniska wysyła “wici”. Najszybciej, najtańszy bilet lotniczy do Kairu.